środa, 21 sierpnia 2013

Opowieści z Ornontowic - układy rodzinne

Wiele księżyców minęło, od kiedy ukazały się na naszym blogu poprzednie opowieści. Przyznaję, że było to spowodowane faktem, że mamy wiele godzin nagrań, na których te opowieści zostały utrwalone i ogarnięcie ich wszystkich nie należy do zadań łatwych. Prawdę mówiąc wciąż się z tym zmagam. Żeby jednak nie wprowadzać nieco przygnębiającego nastroju ciężkiej orki na ugorze, której wciąż wiele przede mną (tak naprawdę, to jestem tym faktem zachwycona! Im więcej ciekawych opowieści, tym lepiej! Opracowywanie bywa wprawdzie koszmarem, ale czego się nie robi dla tak interesującej wiedzy!), dzisiaj podzielę się z Wami śląską radością życia, która emanuje z naszych wywiadów, zaraża i sprawia, że człowiek zaczyna doceniać własną rzeczywistość.
Nasze Informatorki bardzo chętnie wspominały przeszłość, to jak kiedyś żyło się na Śląsku i zgodne były, co do tego, że… „Życie było lepsze” mimo, że… I4:Noo… więcej się kobiety napracowały na pewno” I1: „Ale było życie lepsze!” I2: „Było weselej!” [APKIE 10/A/10] Tak! Było inaczej, być może nawet lepiej. Teraz pozostaje nam tylko udowodnić to twierdzenie.

Czy wynikało to z faktu, że rodziny były większe? Domy pełne dzieci? Co tydzień odwiedzało się dziadków, gdzie człowiek spotykał się z wszystkimi kuzynami i kuzynkami? Być może właśnie to jest przyczyną takich opinii, w końcu im więcej ludzi tym weselej, im lepiej się żyje z sąsiadami tym lepiej. Szczególnie na Śląsku, gdzie kontakty międzyludzkie są bardzo cenione. Tak! Kiedyś rodziny były zdecydowanie większe:  
I1: „To znaczy tak, ja pochodzę z rodziny gdzie było pięcioro dzieci hm… no kiedyś było tych dzieci zawsze więcej, no mój ojciec pochodził z rodziny gdzie było dziewięcioro dzieci. Moja matka też z rodziny gdzie było dziewięcioro dzieci, ale moi rodzice mieli tylko piątkę, no, ja miałam trójkę”. [APRMD 4/A/4]
Widzimy, że kiedyś duża liczba dzieci, była normą oraz, że z czasem ta liczba zaczęła maleć. Dzisiaj rodziny, w których jest trójka dzieci uznawane są za rodziny duże, natomiast najczęściej spotykamy model 2+1, ewentualnie 2+2, nie mówiąc już o parach, które w ogóle nie decydują się na dziecko, co na śląskiej wsi byłoby nie do pomyślenia! A raczej wszyscy skłonni byliby myśleć, że tej parze nie sprzyja Pon Boczek, bo
odmawia im najwspanialszego z błogosławieństw! Duża liczba dzieci w rodzinie wynikała z kilku czynników, które sprzyjały takiemu modelowi rodziny, a nawet sprawiały, że tak było korzystniej dla wszystkich.
I2: „ (…) bo słuchajcie, nie jest problemy mieć dużo dzieci, to nie jest problem to bardzo szybko, to jest szybko jak nowy ancug, jak to się mówi (…) ooo… finanse chodzi, bo nie problem mieć dużo dzieci, ale problem je wychować… jeszcze wychować, ale utrzymać! Dać im wykształcenie, no o to chodzi (…) Kiedyś było inaczej, jak ja chodziłam do szkoły… bo tam o to chodziło że podręczniki były zawsze te same, więc przechodziło ze starszego na młodszego tylko zeszyty trza było nowe kupić czy coś takiego a to wszystko to tego nie trza było co teraz”. [APRMD 5/A/5]
Tak, może więc zamiast głowić się nad polityką prorodzinną wystarczy przestać miotać się wśród tysiąca podręczników? To tylko sugestia :) Wiadomo, że kwestia podręczników nie przesądza sprawy posiadania, bądź nie potomstwa, ale sami przyznacie, że coś w tym jest :) No dobrze, zejdźmy z systemu szkolnictwa i zastanówmy się jakie jeszcze blaski i cienie niesie za sobą posiadanie dużej gromadki potomstwa w domu. Utrzymać taką gromadkę być może było łatwiej ze względu na posiadanie własnego gospodarstwa, pola i żywego inwentarza, który to (jak udowadnialiśmy w poprzednich opowieściach z Ornontowic) był źródłem pożywienia dla całej rodziny. Trzeba tylko pamiętać, że to nie oznacza, że wszyscy tarzali się w ziarnie, jajach i wieprzowinie. Życie przeważnie było skromne i w dodatku jeszcze trzeba było się napracować, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Co więcej, duża gromadka potomków bardzo pomagała w tej pracy, odciążając umęczonych rodziców. Obowiązki domowe, to było coś, z czym dzieci na śląskiej wsi były zaznajomione od wczesnej młodości:  

I2: „A jo tak w tygodniu, w ciągu roku to ni gotowała, ale jak przyszły wakacje…” I1: „Toś gotowała?" I2: „Ja, to już było moje, moja robota – warzyć”. [APKIE 17/A/17]
I2: „No… jak były większe… yyy… większe rodziny, że było więcej… więcej dzieci, a jeszcze było gospodarstwo, to zawsze było tak, że starsze dzieci opiekowały się młodszymi. Noo… moja siostra na przykład, ta najmłodsza z rodzeństwa, urodziła się, jak ja miałam jedenaście lat… to już matka czekała, kiedy ja ze szkoły przida, żeby się tą małą zająć, bo ona miała robota w polu. Ojciec pracował zawodowo, a matka gospodarstwo prowadziła, nie? (...) No, jeden potem drugiego pilnował. No i to jeszcze trza było i nią się opiekować i we wózku kołysać tu, a tu kartofle strugać, żeby łobiod uwarzyć”. [APKIE 33/A/33]
I3: „Ale musiały dzieci więcej robić… nie tak jak teraz”. I2: „No, to przede wszystkim, no jak już były… były… Dziecko siedmioletnie, to już było jego obowiązkiem: paść gęsi, nakarmić kury…” I3: „Krowy… ja już krowy pasła”(…) I1: „No i do pola…” I2: „No i w polu się robiło, bardzo…” I1: „My kartofle zbierali”. I2: „Dzieci nie miały czasu na to, żeby… yyy… wygłupiać się, żeby coś… coś tego. No, bo one… jak one się narobiły w polu, to one były zadowolone, że przyszły do dom, umyły się i… nyny”. I2: „No jak były, jak były żniwa… Jak człowiek był taki skurzony, bo to trzeba było, wszystko ręcznie się robiło, to jak się przyszło do dom… To my brali koła, wiecie, co to jest koło? Rower (śmiech) Brało się koła i jechało się nad taki staw. Tam się człowiek wymył w tym stawie… taki czorny, z pola jak się przyszło, nie? To tam się umyło, popływało się na tym stawie, wylazło się, powycierało i przyszło się do dom i poszło się spać. Kolacja już w międzyczasie matka na… przygotowała i to my szli spać. Bo rano zaś trzeba było stawać i dalij robić”. [APKIE 34/A/34]

Widzimy, że dzieci pomagały w gospodarstwie, gotowały lub przygotowywały produkty na obiad, opiekowały się rodzeństwem, pasły krowy, gęsi, karmiły kury itp. Im więcej dzieci, tym więcej rąk do pomocy. Mimo, że była to przeważnie ciężka praca, nasze Informatorki bardzo dobrze wspominają tamte czasy, ponieważ wspólna praca i wspólny odpoczynek zbliżały ludzi, umacniały więzi rodzinne i sąsiedzkie. Na potwierdzenie tych słów (i na koniec dzisiejszych opowieści) przytoczę jeszcze kilka wypowiedzi:  


I2: „Nie było telewizorów, nie było komputerów, nie było telefonów, eee… gdzieniegdzie się tam już radio znalazło i… ci wszy… wszyscy ludzie, oni nie byli zajęci te, ten, tymi telewizorami. Tylko było właśnie tak, zebrać się w grupka, pogodać, pośpiewać, poopowiadać byle co… (…)Takie, takie… bardziej to było w kupce wszystko” I3: „Ludzie się schodzili tak, nie?” [APKIE 10/A/10]
I2: „A a teraz co? No teraz co? Jeden z drugim siednie przed telewizorem, jeszcze ktoś przed komputerem, koniec. Ni ma nikogo!” I4: „Teraz to mówią, że ni ma czasu”. I2: „A jeszcze nie mają czasu! A my na wszystko mieli czas jeszcze, nie?” I3: „Jak moja babcia, to na rantach… były takie ranty, tera to już są wszędzie chodniki z tego zrobione…” I2: „Ranty to są rowy. Kiedyś były” (…) I3: „No to wiela tam się schodzili, tak koło
drugiej, na tych rantach siedzieli, jedni harmonika przyniósł, no to śpiewali tak, na tym… I tak były wiadomości przekazywane, co się dzieje”. I2: „Zawsze jakoś było na wszystko czas, chociaż większość prac w danym gospodarstwie się robiło ręcznie. Większość prac. Nie było, nie było dojarek do krów, nie było żadnych maszyn, wszystko krowy trzeba było ręcznie doić, yyy… wszystko w polu trzeba było ręcznie obrobić, kopaczkami, czy czymś… (…) A jednak mimo wszystko, jakoś człowiek się napracował, ale wieczór był szczęśliwy, jak sie siednoł w kółeczku, pogodoł ze znajomymi, z koleżankami, z kolegami… pośpiwoł, a tera na nic nie ma czasu!” I1: „A wieczór było, jak tak jeszcze człowiek był samotny, nie? To, to… a wio! Na muzyka!” I2: „No! Jeszcze na muzyka się szło!” (śmiech) [APKIE 11/A/11]

No więc? Jak tam z Waszym czasem? Gdzie dzisiaj się wybieramy, na ranty czy na muzyka?

(MP)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Tajemnice starych budowli


Nic tak nie prowokuje do działania jak ... uczucie pustki po morderczej i satysfakcjonującej pracy. Kącik urządzony, badania wykonane - plany skończone w 100% z małym naddatkiem a przed tobą wizja odpoczynku, błogiego wakacyjnego leniuchowania (zaznaczam: zasłużonego) i ... zaczynasz czuć się nieswojo w nowej rzeczywistości.

Owa pustka wpędziła nas wszystkich w Dziale w małą depresję i skłoniła do poszukiwania nowych pomysłów: jak tu się nie rozstać z tą Etnografiką. A jak człowiek szuka guza, to go znajdzie, a my znaleźliśmy strych w budynku Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu przy ulicy Korfantego 34. Co ma wspólnego strych z guzem poza możliwością rozbicia sobie szacownej głowy o spróchniałe belki stropowe? Ano dużo, bo strych jest piękny i tak jak sama Etnografika mobilizuje do działania. Patrzysz i żal ci nie wykorzystać takich plenerów. Romantyczne światło wpadające przez zakurzone okiennice, przedmioty z minionych epok zatopione w mrocznej poświacie, wysokie sklepienie usłane gąszczem belek i stara szafa, niczym ta z naszego kącika etnograficznego tudzież drzwi do Narnii przypominająca ... jak tu nie popaść w nostalgię i nie zacząć rozmyślać o świecie minionym, upływie czasu i takie tam.
A że dwa problemy (pustka po + strych) łatwiej unieść razem niż osobno, postanowiliśmy zadziałać z Etnografiką na strychu. Do pomysłu dał się namówić Bartek Królik, którego również oczarowało to miejsce - idealne na spot reklamowy czyli bajkowo - filmowy obrazek ilustrujący nasze poszukiwania korzeni. Do działania od razu zapaliło się przedszkole TIKA z Bytomia (nasz niezmiernie aktywny i ulubiony partner), które oddelegowało na akcję strychową dwójkę uroczych, 6 - letnich aktorów i zainwestowało w realizację trochę grosza (artyści wymagają do pracy jednak ludzkich warunków:).
A sam budynek przy ulicy Korfantego? Patrząc z zewnątrz zachwyca bajkową architekturą zaprojektowana przez Waltera Kerna pod koniec XIX w. Podziw budzi genialna pod względem akustycznym sala im. Gorczyckiego, ozdobiona migotliwymi witrażami. Drewniane schody, kamienne posadzki, ornamentacyjne detale, jednak to właśnie w takich zapomnianych zakamarkach można uchwycić czas, odkryć historię i znaleźć moment na refleksję.  Delektujcie się z nami. Jest czym. A film? Niebawem:)

















(AR)

sobota, 6 lipca 2013

Opowieści z Ornontowic - kwestie żywieniowe

Życie rodzinne - jeden z tematów naszych badań, temat bardzo szeroki, na który składa się wiele wątków oraz sfer, które przeplatają się ze sobą, zarówno w codzienności, jak i od święta. Część naszych młodych badaczy stawiła mu dzielnie czoła pytając nasze Informatorki między innymi o to, jak rodzinę założyć, utrzymać, powiększyć, nakarmić itp. Nie było łatwo, ale nasza dociekliwość się opłaciła! Teraz, w kolejnych częściach chcemy zaprezentować wyniki prowadzonych na przełomie marca i kwietnia rozmów oraz dojść do ładu z tym, jak to wszystko na tym naszym Śląsku wyglądało. Zaczniemy od najważniejszej, dla każdego żyjącego na Ziemi człowieka, kwestii – pożywienia. Sposób jego zdobywania i przyrządzania decyduje o sposobie, w jaki żyjemy. Naprawdę!
Zanim przywołamy najciekawsze opowieści naszych Informatorek z Ornontowic wytłumaczymy, że zgodnie z ideą archiwizacji wyników badań terenowych, odpowiedzi przytaczane są bardzo dosłownie. Dokładnie tak, jak zostały wypowiedziane – fonetycznie. To wszystko ma ogromne znaczenie dla prawidłowego odczytania sensu tych wypowiedzi oraz sposobu wypowiadania się Informatorów. Panie opowiedziały nam, jak życie w rodzinie wyglądało kiedyś, kiedy były jeszcze dziećmi. Każda z Pań otrzymała w naszym zapisie odpowiedni symbol – I1, I2, I3 i I4, to nic innego, jak: Informatorka 1, Informatorka 2, 3… itd. Taki sposób zapisu wynika między innymi z postanowień kodeksu etnografa o ochronie danych Informatorów oraz anonimowych analizach wyników badań. No, ale bez mnożenia zbędnych wstępów formalnych, przejdźmy do zapowiedzianych w tytule kwestii żywieniowych:

„Każdy mioł kawałek pola (…) Krowa, kaczki… W każdym domu najczęściej była krowa, chociażby tylko jedna. Były zawsze świnie albo kozy, albo barany albo kury, to było wszyndzie. Kaczki jeszcze. I z tego się dużo żyło. (…) I zawsze każdy, przy każdym domu było trocha pola. To tam się trochę zboża, trochę kartofli posadziło (…) Z tego my żyli, z tego się żyło. Bo kiedyś rodziny były większe takie…. To przeważnie z tego pola żyli, no. (…) Człowiek miał wszystkie swoje rzeczy, to było i mleko, i z mleka się robiło yyy… twaróg, i masło się robiło ze śmietany. Zabiło się tam yyy… jakąś świnię, to było mięso (…) Wszędzie były gęsi… kaczki… kury…, a teraz to można na palcach policzyć, gdzie coś jest”.  [APKIE 7/A/7]


Wypowiedź ta potwierdziła nasze wyobrażenia o tym, jak kiedyś wyglądało życie na śląskiej wsi. Były gospodarstwa, dzięki którym można było zapewnić sobie pożywienie bez pomocy sklepów, delikatesów, hipermarketów i innych tego typu wynalazków.

I2:  „Były sklepy… ale tak jak już mówiłam przedtem…” I4: „Większość swoja była żywność…” I2: „Było zboże… z tym zbożem, z żytem czy z pszenicą jechało się do młyna, były kiedyś młyny, tam się, y, mieliło te, te zboże na mąkę… i była swoja mąka! Pełny… pełny wór… był mąki i się tylko szło tam gdzieś na góra, na strych, brało się mąkę, tyle ile trzeba było do jakiegoś pojemnika w domu” I3: „A z odpadów z tej mąki to był szrut, to się nazywo… to znowu na żur, te takie otręby to, to żur” I1: „A poza no to… chlyb! (…) się piekło swój chlyb” I3: „I do piekarza my wozili…” I2: „U nas w domu na przykład był piekarnik i się w domu piekło chleb” I3: „Abo u piekorza” I2: „No a poza tym, no, co jeszcze? No cukier na przykład. Na gospodarstwach, gdzie było gospodarstwo na przykład, bo moi rodzice mieli gospodarstwo, to uprawiało się buraki cukrowe. Jak się buraki cukrowe oddawało do cukrowni, to potem był przydział cukru. Się dostawało za te, no jakieś tam pieniążki, ale dostała też, eee… przydział cukru” I4: „Ale się gotowało też syrop! Syrop z buraków cukrowych się gotowało. To było lepsze jak miód. To było tak na chleb posmarować. Coś pysznego to było! To takie gęste, brązowe” I1: „Ogórki to były w domu, się robiło, to się zaprawiało do słoików. Dużo kompotów się robiło, bo były swoje owoce, w sadach były… Jarzyny nawet się przerabiało zimą” I4: „Kapusta, nie?” I2: „Kapusta się kisiło, ogórki… także to wszystko się robiło, także to było swoje jedzenie (…) I4: „Abo jak zabili świnia, nie? To… e… dawali do beczki… mięso zakolali i to było na długo. Potym wędzili” I1: „Potym to się uwędziło i zaś było, nie?” I2: „No, bo nie było lodówek… pamiętajcie, że nie było lodówek. To jak się taką świnię zabiło, tego, tego mięsa było dużo. To tak jak ten… abo na przykład…”
 I1, I3: „Do słoików, do słoików się dawało!” I1: „Moja mama robiła tak… mięso, potem piekła i zapiekała i do wontloka… i potym zamykała tustym i się zagotowywało w słoikach” I2: „A myśmy na przykład rolady robili, czy… czy mielone".
  [APKIE 11/A/11 i APKIE 12/A/12]

No i po co nam sklepy? No, po co? Owszem, praca w gospodarstwie nie była łatwa, wymagała wiele wysiłku, dzieci musiały dzielnie pomagać rodzicom, a cała energia skoncentrowana była wokół wytwarzania i przetwarzania żywności. Ale jaka to była żywność!
 
I2: „Słuchajcie dziewczyny, moja matka też piekła chleb. To były takie bochenki, okrągłe… a ja chodziłam wtedy tam do Bytomia do szkoły, do technikum. No to jak przyniosłam taki świży chleb, to on tak pachniał, że na przerwie koleżanki z miasta godają: Dej mi tyn chleb ze szmalcem! Dej mi tyn chleb z szmalcem, ja ci dam bułka z szynką! Po prostu chciały się zamienić, bo oni te bułki miały na co dzień, a tyn chlyb tak pachniał… jeszcze ze smalcem, jeszcze ze szczypiorkiem posypany, czy coś takiego… czy z samym masłem nieraz było… To tak to pachniało, że aż w całej klasie to było… to one się biły o ten chleb, one chciały ten… ten swojski chleb. A ja zaś była zadowolona, że se bułka mogła zjeść, bo ten chleb miała na co dzień (śmiech)” [APKIE 15/A/15]

I3: „Ja jak żech do roboty chodziła, mielimy w doma kury, to przeważnie mama… jajka trzeba było zjadać… Ja już takie miałach nerwy na te jajka, to żech się potem znalazła jedna taka pani, co była z miasta i bardzo uwielbiała takie… jajka swojskie. To ja jej to jajko sprzedała, a w kiosku se kupiła kiełbasy szynkowej piętnaście deko (śmiech)” [APKIE 16/A/16]

Przytoczone tu wypowiedzi, to tylko część tego, co można znaleźć na naszej wystawie etnograficznej. W kąciku edukacyjnym dostępne są karty z zapisem 9 wywiadów przeprowadzonych przez gimnazjalistów w Ornontowicach, a zbiór ten wkrótce się powiększy! W kolejnym odcinku naszych opowieści z Ornontowic postaramy się uporządkować kwestie podziału obowiązków w rodzinie, wychowania i edukacji dzieci oraz życia towarzyskiego… Będzie interesująco!

(MP)

piątek, 28 czerwca 2013

Kącik





O co chodzi z tym kącikiem? A o to, aby mieć własną przestrzeń w muzeum. Dla wszystkich: dzieci, młodzieży, dorosłych, rodzin, seniorów z wnukami - ważne, aby zwiedzający mógł choć na chwilę poczuć się swobodnie, nieco na uboczu od muzealnych gablot prezentujących nam wiedzę o świecie za pomocą eksponatów. W takim miejscu czas ulega zawieszeniu, Szafa Pradziadka otwiera przed nami swe podwoje i zaprasza do nielegalnego w innych częściach wystaw: DOTKNIJ WSZYSTKIEGO...
I możemy dotknąć - w zakamarkach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, na wystawie etnograficznej, powstało takie miejsce. Są tu filmy prezentujące zwyczaje naszych przodków wykonane w konwencji starego kina przez całkiem współczesne dzieci z przedszkola TIKA, klocki przestrzenne, duże gry edukacyjne, tablice magnetyczne zachęcające do wykonywania różnych zadań, stroje ludowe, które swobodnie możemy przymierzyć i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie lub tylko poczuć klimat lat minionych.
                                                                             W kolejnej starej szafie, pomalowanej odważnie we wzory ludowe przez najmłodszych użytkowników kącika, znajdziemy szmaciane laleczki - Etnografiki, ubrane w odświętne stroje rozbarskie. Wśród nich siedzi również szacowna Etnografiora w codziennym ubiorze. Stroje możemy oczywiście zmieniać, a przy okazji dowiemy się sporo na temat ludowej mody śląskiej.
 I o to właśnie chodzi. Już od połowy lat 60. najpierw w kanadyjskim Toronto, a następnie stopniowo w różnych krajach Europy, zaczęły powstawać wystawy interaktywne, których celem było przekazanie wiedzy o świecie na drodze samodzielnych doświadczeń wykonywanych przez zwiedzającego. Ten sposób konstruowania wystaw zyskuje ostatnio na popularności, prezentując nam w formie stanowisk edukacyjnych zagadnienia z dziedziny fizyki, matematyki, biologii, geografii czy chemii.Przykładem mogą tu być chociażby prezentowane u nas czasowo wystawy Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego (najnowsze dzieło naszych przyjaciół z Krakowa "Wszystko jest ...liczbą" możecie zobaczyć w Collegium Maius - gorąco polecamy:))


Prezentowanie wiedzy z zakresu nauk ścisłych w formie interaktywnej zabawy jest nie tylko dość powszechne, ale również stosunkowo łatwe - jedyny sensowny sposób zrozumienia zasad fizyki to wykonanie doświadczeń. Znacznie mniej oczywiste jest natomiast wykonanie stanowisk pracy na wystawach promujących wiedzę z zakresu szeroko rozumianej humanistyki - a do takich należy wystawa "Z życia ludu śląskiego". Zabawki edukacyjne znajdujące się w kąciku zostały wypracowane na bazie wspólnych zabaw z dziećmi pracowników Działu Edukacji. My sprawdzaliśmy reakcję dzieci na nasze propozycje - dzieci projektowały przedmioty i opracowywały grafikę. Dzięki wspólnej pracy powstała książeczka edukacyjna z ćwiczeniami - będziemy z niej korzystać na zajęciach z najmłodszymi zwiedzającymi.









W naszym kąciku można się również nauczyć, jak wykonać badania w terenie i samodzielnie odkryć historie naszych przodków. A co najważniejsze - jak spisać i zdokumentować nasze odkrycia, aby były one przydatne dla innych, w tym następnych pokoleń, które nie będą mogły już korzystać z autentycznych rozmów z osobami, które żyły według zasad regionalnej tradycji.
I tego wszystkiego można się nauczyć u nas - w naszym pierwszym, ale nie ostatnim kąciku edukacyjnym:) Dziękujemy dzieciom z przedszkola TIKA oraz młodzieży z Gimnazjum nr 1, Gimnazjum nr 9 oraz ze Specjalnego Ośrodka Wychowawczego nr 2 w Bytomiu, że pomogli mam go stworzyć. Dobre rzeczy powstają tylko w konfrontacji z ludźmi. TEORIA I PRAKTYKA RAZEM.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Zbieramy nagrody

Z największa przyjemnością ogłaszamy wszem i wobec, że relacje z finału Etnografiki wykonane przez młodzież z Bytomia zwróciły uwagę naszego mecenasa - czyli Akademii Orange i będą nagrody... a to tygryski lubią najbardziej. Magdzie, Laurze i Alicji serdecznie gratulujemy, gdy tylko dotrą do nas wasze zdobycze materialne w pocie czoła zarobione ciężką pracą fotoreporterską - niezwłocznie w aurze glorii oficjalnie przekażemy zainteresowanym, uścisk dłoni Dyrektora Muzeum, tudzież parę drobiazgów dorzucając.
Dziś prezentujemy relację Magdy - forma infografiki. Zobaczcie, co trzeba zrobić, aby uznanie w oczach jurorów zyskać i na aparat fotograficzny sobie zasłużyć. Alę i Laurę bardzo prosimy również o podzielenie się z nami waszymi pracami - chętnie udostępnimy na blogu:)





poniedziałek, 10 czerwca 2013

Gala Finałowa

Młodzież badająca kulturę ludową

       Jak było? Hmm... o tym mamy nadzieję napiszą sami uczestnicy projektu. Dla nas, organizatorów, praca z Wami była niesamowitym doświadczeniem i wyzwaniem. Wyzwaniem - bo zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że stawiane przed Wami zadania są trudne i być może przerastające możliwości nawet tak bystrej grupy gimnazjalistów. Sami podczas prezentacji finałowej (a było w sumie dziewięć grupowych relacji) powtarzaliście, że był to ogrom pracy przez Was wykonany. Tym bardziej dziękujemy za wytrwałość i zaangażowanie.

Zaproszeni goście

Młody badacz w stroju ludowym
 Praca z Wami nauczyła nas jak rozmawiać z młodzieżą o tematach związanych z tradycją. Dzięki niej udało nam się zaobserwować szczere reakcje nastolatków, poznać waszą wiedzę, sposób patrzenia na świat i to jak odbieracie rzeczywistość. Od początku wspólnej pracy nie ukrywaliśmy, że chcemy zmienić oblicze edukacji regionalnej w naszym Muzeum i w innych tego typu placówkach - mamy pomysł jak to zrobić, chcemy zobaczyć, czy sprawdzi się w praktyce i zostanie przez młodzież zaakceptowany. Podstawowa koncepcja polegała na tym, aby uczyć dzieci i młodzież, jak zdobywać wiedzę o naszej tradycji  samodzielnie. Wszystko, co poznamy w praktyce, jest dla nas lepszą nauką niż słuchanie opowieści o przeszłości podczas oglądania muzealnych eksponatów. Dlatego, za naszą namową, wyruszyliście w teren, jako profesjonalni etnografowie,
i zbieraliście informacje o zwyczajach od Pań z Ornontowic - kobiet, które wiedzą wiele na temat tradycji weselnych, pogrzebowych, wierzeń i obrzędów i mogą nam ze swojego życia opowiedzieć wiele ciekawych historii.

Dzięki spisanym przez Was kartom materiałowym powstały książki wiedzy o tradycji, dostępne dla
wszystkich zwiedzających w naszym kąciku edukacyjnym. Na Waszym przykładzie młodzież będzie się uczyć, jak prowadzić takie badania, a etnografowie i ludzie zainteresowani naszą oryginalnością kulturową, mogą skorzystać z profesjonalnych materiałów przez Was zgromadzonych i opracowanych.

Podziękowania dla Ornontowic
Dziękujemy Pani Dyrektor Centrum Kultury i Promocji w Ornontowicach "ARTeria" -  za obecność i życzliwe słowa. Wyjazdy do Ornontowic i rozmowy między młodzieżą a seniorkami ośrodka, miały duży wpływ na obie strony. Wiemy, że z tych kontaktów zrodzą się niebawem dalsze pomysły na upowszechnianie naszej tradycji. Niebawem zagoszczą u nas w muzeum młodzi mieszkańcy Ornontowic i na własne oczy przekonają się, jaką kopalnią wiedzy o życiu są ich babcie. Zachęcimy ich również do samodzielnego odkrywania historii za pomocą badań terenowych i rejestrowania materiału w profesjonalny sposób tak, aby były one użyteczne dla wielu osób.

Gala finałowa Etnografiki, to nie tylko relacje z badań terenowych gimnazjalistów - to również prezentacja filmów naszych przedszkolaków i otwarcie kącika edukacyjnego. Mali odkrywcy bawili się w ten sposób:


a kącik zasługuje na osobny wpis:) To już niebawem, a na razie czekamy na relacje młodzieży - chętnie opublikujemy Wasze relacje z badań i wrażenia po finale:) Pozdrawiamy

(AR)

środa, 22 maja 2013

Jaja w kulturze, czyli historie o pisankach

Prezentujemy nasz najnowszy filmik z udziałem przedszkolaków. Jego przewrotny tytuł sugeruje gatunek komediowy, jednak nic bardziej mylnego. Tematyka jest niezwykle poważna. Forma i realizacja natomiast, bazuje na niezapomnianych dziełach Eda Wooda oraz działalności Latającego Cyrku Monty Pythona z jego najlepszych czasów. Nie można także zapomnieć o eisensteinowskim kontrapunkcie audiowizualnym oraz reminiscencjach szkoły polskiej, zwłaszcza w warstwie dźwiękowej. Miłego oglądania :)

Jaja w kulturze from Edukacja MGB on Vimeo.

onload='show_it();'