O tym, że projektowanie nie jest rzeczą prostą, ale za to bardzo przyjemna, pisałam już poprzednim razem. A ponieważ pokonywanie trudności to ulubione zadanie naszych przedszkolaków, wzięliśmy się ponownie za to zadanie. Tym razem wykonywaliśmy wianuszki (czyli galandy) dla naszej lali.
Projekt najpierw trzeba było namalować.
A wyglądało to tak w przypadku koncepcji Leosia:)
Kolejny etap to zapoznanie się z oryginalnymi materiałami do produkcji galandy: były druciki, najróżniejsze koraliki, kwiatuszki z krepiny, filcu i innych surowców.
Trzeba je było pięknie ponawlekać na druciki, zawinąć końcówki, aby nam się nawleczone dzieło nie rozsypało i już można połączyć kolejne części galandy w jedną całość.
Wszyscy pracowali w idealnej ciszy i to bynajmniej nie z powodu lizaków, które jak widać na załączonym obrazku skutecznie kneblują buzie małych odkrywców. Lizaki owszem, przydają się, a nawet są niezbędne podczas kręcenia scen do naszych filmów. Oficjalnie ogłaszam, że w takich przypadkach "przekupuję" naszych artystów słodkościami, które na moment odciągają niesforne języczki od szczebiotu i zapewniają ciszę na planie (zabrać na moment lizaka trzeba w takim przypadku tylko osobom, które aktualnie mają mówić na scenie:).
Cisza, która ogarnęła naszych projektantów była jak najbardziej ciszą zachwytu. Maluchy działały niczym zahipnotyzowana kobra: cicho, dokładnie i skutecznie. Nawlekały koraliki tworząc piękne kompozycje.
A efekt końcowy uwolnił z krtani samych projektantów słodkie, pełne zachwytu, gremialne, łaaaaał..............
(AR)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz